poniedziałek, 11 lutego 2019

Jens Henrik Jensen - "Zanim zawisły psy" - trylogia Oxen. Czy Niels Oxen to duński Jack Reacher?

Jens Henrik Jensen - "Zanim zawisły psy" - trylogia Oxen. Czy Niels Oxen to duński Jack Reacher?
Jens Henrik Jensen - "Zanim zawisły psy" - trylogia Oxen. Czy Niels Oxen to duński Jack Reacher?  Recenzja opinie

Dawno nie czytałam żadnego kryminału! I już zapomniałam, jak bardzo taki gatunek wciąga. Nawet, kiedy akurat nie siedziałam z książką w ręku, to zdarzało mi się myśleć o tym, jak dalej rozwinie się wątek. A to chyba oznacza, że książka jest po prostu dobrze napisana.

Skrótowo przedstawię fabułę, żebyście wiedzieli, czy jest to książka dla Was. Od razu ostrzegam, że początkowe rozdziały są dość makabryczne - i nie chodzi mi o ich jakość, ale o obrazy namalowane słowem przez autora. 

Główny bohater, Niels Oxen, jest byłym żołnierzem, którego męczą demony przeszłości. Jego własna historia sprawia mu na tyle duży problem, że Niels postanawia wieść życie pustelnika, podróżując po kraju ze swoim psem. Chorobliwie unika kontaktu z innymi ludźmi, i chociaż jest zasłużonym weteranem, to nie przyjmuje od państwa żadnej pomocy finansowej, utrzymując się z tego, co znajdzie lub upoluje. Akcja książki rozpoczyna się w Kopenhadze, ale po chwili przenosi się do odludnych lasów północnej Jutlandii, gdzie, zdawałoby się, Oxena nie będzie absolutnie nikt nękał. Niestety splot niefortunnych wydarzeń doprowadza do tego, że główny bohater zostaje podejrzanym w sprawie o morderstwo wpływowego polityka. Ta sytuacja zmusza Oxena do nagięcia swoich zasad i podjęcia współpracy z policją.

Postacie pojawiające się na kartach książki są bardzo wyraźnie zarysowane, każda z nich jest zupełnie inna. Przeważają bohaterowie płci męskiej, tocząc walkę na siłę charakterów. Wiele razy w książce widoczna jest typowa dla (stereotypowej) Skandynawii małomówność, chłód, oschłość wypowiedzi. Główna kobieca bohaterka, Margrethe Franck, przypomina mi Sagę Norén z serialu "Most nad Sundem" (KLIK) - jeśli oglądaliście ten serial i przeczytacie "Zanim zawisły psy", to dajcie znać, czy też mieliście takie skojarzenie :)

Jedyną rzeczą w całej książce, która mnie denerwowała było słowo "otwarł" i jego różne odmiany. Wiem, że jest to jedna z poprawnych form tego czasownika, ale nic nie poradzę na to, że zawsze mnie razi. A w książce pojawia się dość często wystawiając moją cierpliwość na próbę... ;)

"Zanim zawisły psy" to (bardzo udany) wstęp do "Trylogii Oxen". Za chwilę zabieram się za drugą część sagi, czyli "Mrocznych ludzi", których premiera była dosłownie kilka dni temu. Jestem bardzo ciekawa, jak rozwiną się postacie przedstawione w części pierwszej, i jaką zawiłą sprawę, będzie teraz rozwiązywał Niels Oxen (czy znowu będzie mu pomagać Margrethe Franck?).

Na pytanie z tytułu postu nie da się jednoznacznie odpowiedzieć. Czy można stwierdzić, że Niels Oxen jest duńską wersją sławnego Jacka Reachera? Niels to postać bardziej ponura, spowita mrokiem i walcząca z naprawdę potężnymi demonami przeszłości. Unika ludzi, nie wikła się w częste romanse. Z Reacherem łączy go na pewno doświadczenie wojskowe i chęć ucieczki od cywilizowanego świata.

Jens Henrik Jensen - "Zanim zawisły psy" - trylogia Oxen. Czy Niels Oxen to duński Jack Reacher?  Recenzja opinie

Dla kogo jest ta książka?


Dla miłośników kryminałów - nie tylko skandynawskich. Chociaż tło historii jest mocno związane z polityką i wojskiem, to te wątki wcale nie zdominowały fabuły. Sama obawiałam się, że książka może być kryminałem politycznym lub wojennym, ale tak nie jest. Intryga, mimo tego, że dotyczy głównie zabójstwa pewnego polityka, a sprawę rozwiązuje były żołnierz, wcale nie skupia się na tych aspektach, tylko na odnalezieniu tajemniczego zabójcy. Wątek wojskowy jest tłem dla pełniejszego nakreślenia charakterystyki głównego bohatera - Nielsa Oxena, który jest postacią bardzo złożoną.


Uwaga! 
Do 24 lutego 2019r. możecie ZA DARMO pobrać ebook lub audiobook "Zanim zawisły psy"! 

Link zostawiam Wam tu: KLIK. Link przekieruje Was na stronę wydawnictwa Editio, gdzie trzeba będzie wpisać adres mailowy, co będzie równoznaczne z utworzeniem konta na ich platformie, która jest sklepem z książkami papierowymi, ebookami, audiobookami. Po podaniu maila dostaniecie na niego wiadomość zawierającą hasło, dzięki któremu będziecie mogli zalogować się na stronie Editio, a tam na półce będzie na Was czekać książka w wybranym przez Was formacie. Enjoy :) 

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję wydawnictwu Editio.

Tytuł: Zanim zawisły psy
Autor: Jens Henrik Jensen
Wydawnictwo: Editio
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 448
Okładka: miękka
Cena okładkowa: 39,90zł

czwartek, 7 lutego 2019

Green Hills Pokrzywa o smaku jeżyny - herbatka ziołowa aromatyzowana

Green Hills Pokrzywa o smaku jeżyny - herbatka ziołowa aromatyzowana
Green Hills Pokrzywa o smaku jeżyny - herbatka ziołowa aromatyzowana recenzja opinie

Nie znoszę smaku pokrzywy, ale wiem, że pokrzywa bardzo pozytywnie działa na włosy, więc czasem zmuszam się do picia jej. Idzie mi bardzo ciężko, zazwyczaj 1/3 kubka pozostaje niedopita. Na szczęście znalazłam rozwiązanie mojego problemu! 
Jeśli i Was męczy picie samej pokrzywy, to koniecznie zerknijcie do dalszej części wpisu :)

Green Hills Pokrzywa o smaku jeżyny - herbatka ziołowa aromatyzowana recenzja opinie

Herbatka ziołowa aromatyzowana Green Hills Pokrzywa o smaku jeżyny dostępna jest w Biedronce, zazwyczaj w cenie około 3zł za opakowanie 20 torebek piramidek (36g). Pokrzywa stanowi w składzie nieco ponad połowę - może to i nie za wiele, ale przecież zawsze więcej niż nic. A ja tak bardzo nie cierpię smaku pokrzywy, że chociaż chciałabym ją pić, to nie piję praktycznie w ogóle. Gorszy smak ma dla mnie chyba tylko czystek ;)

Green Hills Pokrzywa o smaku jeżyny - herbatka ziołowa aromatyzowana recenzja opinie

Po zalaniu torebki wrzątkiem woda bardzo szybko zmienia kolor, a nad kubkiem momentalnie roznosi się owocowy zapach. Pokrzywy nie czuć nic a nic. Zaparzona herbata jest smaczna pita zarówno na ciepło, jak i na zimno. W ogóle nie szkodzi, jeśli zapomni się o niej na godzinę (czy dwie lub więcej) i dopiero później wypije się płyn o temperaturze pokojowej ;) 
Jedna uwaga: w składzie znajduje się korzeń lukrecji, który może działać niekorzystnie u osób chorych na nadciśnienie.

Skład herbatki:
pokrzywa (51%), jabłko, mięta kędzierzawa, aromaty, korzeń lukrecji, korzeń cykorii, dzika róża, jeżyna (2%)

Smak herbatki:
zdecydowanie owocowy! W ogóle nie czuć w niej pokrzywy, ani żadnych nut ziołowych. Po czasie przebija jabłko, którego smak da się wyodrębnić z mieszanki, poza nim czuć jeszcze jakiś owoc, może właśnie tę jeżynę, która znajduje się na samym końcu składu. Niestety nie wiem, jakie aromaty zostały użyte do stworzenia tej herbatki, ale podejrzewam, że miały na celu naśladowanie smak jeżyn, które przecież są w nazwie ;) Zapach zaparzonej herbatki jest delikatnie różany, może nieco jabłkowy. 

Green Hills Pokrzywa o smaku jeżyny - herbatka ziołowa aromatyzowana recenzja opinie

Jest to dla mnie jedyna opcja picia pokrzywy i na pewno kupię tę herbatkę w przyszłości jeszcze wiele razy :) Jeśli tak jak ja nie znosicie smaku samej pokrzywy, a chcecie dodatkowo zadbać o swoje włosy, to poszukajcie tej wersji Green Hills w Biedronce. Powiem nawet więcej - smak tej mieszanki jest tak dobry, że kupowałabym ją niezależnie od tego, czy zawiera w sobie jakieś dobroczynne zioło ;)

poniedziałek, 4 lutego 2019

Seria Garnier Fructis Hair Food - porównanie wszystkich masek: Banana, Macadamia, Papaya, Goji

Seria Garnier Fructis Hair Food - porównanie wszystkich masek: Banana, Macadamia, Papaya, Goji
Garnier Fructis Hair Food Banana, Papaya, Macadamia, Goji - recenzja wszystkich, opinie, naturalne kosmetyki do włosów

Po długim czasie udało mi się sprawdzić wszystkie odżywki z serii Garnier Fructis Hair Food. Bardzo spodobało mi się to, że są to chyba pierwsze tak powszechnie dostępne, drogeryjne, naturalne kosmetyki do włosów, więc jak tylko zobaczyłam promocję, to musiałam kupić wszystkie cztery rodzaje. Nie chciałam pisać o pierwszych wrażeniach, tylko za każdym razem czekałam aż zużyję całe opakowanie. Taki jeden słoiczek 390ml starczył mi średnio na około dwa miesiące - czyli wydajność to na pewno duży plus każdej z tych masek. Z kolei jednakowym minusem wszystkich jest wysoka cena regularna - aż 25zł. Na szczęście często jest okazja do kupienia tych masek w promocji. Ja swoje kupiłam w Hebe za około 15zł każdą. Po dłuższym czasie używania mogę też stwierdzić, że opakowanie w formie plastikowego słoiczka jest kolejnym minusem, ponieważ kosmetyku ciężko używa się pod prysznicem (nie sposób nie nalać do niego wody, która zmienia konsystencję produktu...).

Dodam tu jeszcze kilka słów o moich włosach, bo to przecież od ich specyfiki zależą efekty stosowania odżywek. Mam włosy niskoporowate, proste. Jakiekolwiek puszenie występuje wyłącznie przy bardzo wysokiej wilgotności powietrza. Włosy myję codziennie, raz w tygodniu lub rzadziej nakładam olej. Na co dzień nie stosuję żadnych zabiegów stylizacyjnych poza suszeniem suszarką (strumieniem powietrza o umiarkowanej temperaturze). Nigdy nie miałam żadnych problemów ani z samymi włosami, ani ze skórą głowy. Można więc uznać, że do włosów mam spore szczęście.

Tak prezentuje się mój ranking odżywek z serii Garnier Fructis Hair Food:

  1. Garnier Fructis Goji Hair Food
  2. Garnier Fructis Papaya Hair Food
  3. Garnier Fructis Macadamia Hair Food
  4. Garnier Fructis Banana Hair Food
Poniżej zamieściłam instagramowe posty z moimi wrażeniami, które spisywałam od razu po zużyciu każdego opakowania. Zaczynam od dołu rankingu, czyli od maski, która kompletnie się u mnie nie sprawdziła.

Odżywcza maska bananowa do włosów bardzo suchych

Garnier Fructis Banana Hair Food





🍌Bananowa odżywcza maska do włosów z serii Garnier Fructis Hair Food🍌 W końcu mogę Wam trochę o niej opowiedzieć, bo zużyłam całe opakowanie. Czy warto wydać (zainwestować😉) w nią 25zł? 💛Maska ma dobry skład, przykuła uwagę wielu fanek naturalnej pielęgnacji. 💛Ładnie pachnie - ale nie łudźcie się, że jest to zapach prawdziwego banana. Ktoś go porównał do bananowej kaszki, wg mnie może to być też chemiczne, bananowe ciasto. 💛Pomaga w rozczesywaniu włosów. 💛Sprawia, że włosy są miękkie i lekko błyszczące. (Naprawdę lekko...). 💛Opakowanie w kształcie słoiczka gwarantuje, że zużyjecie cały kosmetyk i będziecie go dozować w takiej ilości, jakiej potrzebujecie. 💛Konsystencja jest Ok - znowu pasuje porównanie jej do kaszki. Maska nie przelewa się przez palce, ale też nie jest trudno ją rozprowadzić na włosach. 💛Chociaż producent proponuje trzy sposoby używania, to ja polecam wyłącznie stosowanie jako maski - nałożyć, odczekać, spłukać. 🍌Czyli wcale nie brzmi tak fenomenalnie, prawda? Teraz pora na minusy.🍌 ➖Dwie pozostałe formy stosowania polecane przez producenta u mnie się w ogóle nie sprawdziły. W szczególności opcja na suche włosy. Nawet bardzo niewielka ilość produktu sklejała końcówki na sztywno. ➖Nie zauważyłam żadnego działania poza tym, co napisałam wyżej - a to chyba trochę niewiele... ➖Opakowanie jest wygodne z jednej strony, ale z drugiej ciężko je otworzyć pod prysznicem i nie da się uniknąć nalania do niego wody. Nie macie też pewności, że ktoś w sklepie nie otwierał opakowania przed Wami. Po odkręceniu nakrętki nie ma żadnego dodatkowego zabezpieczenia. A mogłaby być chociaż naklejka uniemożliwiająca odkręcenie... ➖Cena dosyć zawrotna jak na 390ml maski. 🍌Nie jest to produkt dla mnie, ponownie go nie kupię i cieszę się, że dorwałam cztery maski podczas promocji w cenie 15zł za opakowanie. Wczoraj otworzyłam wersję z papają - ciekawe czy będzie się czymś różniła od bananowej.🍌 Przykro mi, jeśli pokładałyście duże nadzieje w tym produkcie, a ja wszystko zniszczyłam😉 Oczywiście zawsze istnieje szansa, że u Was maska sprawdzi się lepiej. Na wszelki wypadek po prostu polecam poczekać na jakąś solidną promocję, bo zawód za 25zł może boleć.
Post udostępniony przez Marysia (@marysia.daily)


Skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Isopropyl Myristate, Stearamidopropyl Dimethylamine, Butyrospermum Parkii Butter, Olea Europaea Oil, Musa Paradisiaca Fruit Extract, Glycine Soja Oil, Sodium Hydroxide, Helianthus Annuus Seed Oil, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Coco-Caprylate, Cocos Nucifera Oil, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Caprylyl Glycol, Citric Acid, Persea Gratissima Oil, Lactic Acid, Tartaric Acid, Cetyl Esters, Tocopherol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Salicylic Acid, Caramel, Linalool, Eugenol, Coumarin, Benzyl Alcohol, Parfum

Czyli z ciekawych składników znajdziemy m.in.: masło shea, olej z oliwek, sok z banana, olej z rozmarynu, soi, kokosa, słonecznika i awokado oraz witaminę E. Wygląda interesująco, ale moim włosom taka mieszanka nie dała dosłownie nic. Producent określił tę maskę, jako produkt idealny do włosów bardzo suchych - rzeczywiście skład za tym przemawia. Może moje włosy nie są po prostu idealnym odbiorcą takiego kosmetyku i dlatego nie zauważyłam efektów.

Odżywcza maska makadamia do włosów suchych i niesfornych

Garnier Fructis Macadamia Hair Food





🔶Dziękuję za wszystkie Wasze wczorajsze porady - kilka z nich udało mi się zastosować i dziś w dużej mierze odżyłam😉 Myślę, że może to być zasługą herbaty z cytryną, miodem i imbirem, której wypiłam naprawdę sporo (około 1,5l...) i po prostu padłam 😉🔶 Dzisiaj przedostatnia z posiadanych przeze mnie odżywek Garier Fructis z serii Hair Food - Macadamia do włosów "suchych i niesfornych". Odkąd kupiłam swój zestaw czterech odżywek, nie widziałam ich w niższej cenie, więc jestem z siebie bardzo zadowolona😉 Jak zwykle przedstawię swoją opinię w punktach. Odżywka: 🧡bardzo ułatwia rozczesywanie 🧡dociąża włosy, ale nie jakoś spektakularnie 🧡pachnie ładnie (jak dla mnie jest to zapach przypominający masło shea), ale wolę zapachy owocowe 🧡zawiera 98% składników pochodzenia naturalnego 🧡opakowanie jest duże i wydajne - u mnie wystarczyło na dwa miesiące bardzo częstego (i obfitego) stosowania Ale: 🖤nie dodaje blasku, a lubię, kiedy odżywki to zapewniają 🖤wysoka cena regularna (25zł) 🖤sprawdzała się u mnie wyłącznie jako odżywka do spłukiwania Przede mną jeszcze tylko wersja z jagodami goji, ale póki co na prowadzeniu jest nadal papaja. Makadamii dałabym drugie miejsce, ostatni jest banan. Już jestem trochę znudzona tą serią, ale czuję, że goji może mnie pozytywnie zaskoczyć😉 🔶A jak Wam idzie testowanie Garnier Hair Food? Wiem, że jestem w mniejszości, której do gustu nie przypadł banan, ale może przez ostatnie dwa miesiące i u którejś z Was banan został zdetronizowany?😉🔶 . . . #garnierhairfood #garnierfructishairfood #maskadowłosów #dobrysklad #dobryskład #wlosyzniszczone #macadamiahairfood #kosmetykinaturalne #kosmetyki #garnierfructis #maskadowlosow #odzywkadowlosow #odżywkadowłosów #beautydaysblogger #pielegnacjawlosow #pielegnacjawłosów #wlosomaniaczka #włosomaniaczka #wlosomaniaczki #naturalnekosmetyki #pielęgnacja #garnier #wlosysuche
Post udostępniony przez Marysia (@marysia.daily)


Skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Isopropyl Myristate, Stearamidopropyl Dimethylamine, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Glycine Soja Oil, Soybean Oil, Sodium Hydroxide, Helianthus Annuus Seed Oil, Simmonsia Chnensis Seed Oil, Jojoba Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Coco-Caprylata, Cocos Nucifera Oil, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyl Trimonium Chloride, Caprylyl Glycol, Citric Acid, Tartaric Acid, Cetyl Esters, Carmel, Linalool, Geraniol, Coumarin, Limonene, Citral, Citronelool, Benzyl Alcohol, Benzyl Cinnamate, Benzyl Salicylate, Parfum

Tu składnikami o dobroczynnym działaniu są: olej makadamia, sojowy, słonecznikowy, jojoba, ze słodkich migdałów i kokosowy. Widać, że odżywka jest mocno olejowa, co w teorii powinno gwarantować ujarzmienie puszących się włosów i dociążenie ich. U mnie kosmetyk dociążał włosy trochę zbyt mocno i nie nadawał im blasku (co jest dziwne przy obecności tylu olejów).

Odżywcza maska z papają do włosów zniszczonych

Garnier Fructis Papaya Hair Food




Złamałam się i wrzucam zdjęcie w jesiennej kolorystyce 😉 A na zdjęciu widać regenerującą maskę Papaya z serii Hair Food od Garniera. Nie wiem czy pamiętacie, ale wersją bananową nie byłam zachwycona. A tu jest wręcz przeciwnie - na moich włosach maska z papają sprawdziła się świetnie. Dziś skończyłam opakowanie, więc pora na krótką recenzję. Maska w punktach: 🍁nadaje włosom genialny połysk i miękkość 🍁ułatwia rozczesywanie 🍁ma piękny zapach (ale nie powiedziałabym, że jest naturalny - raczej cukierkowy) 🍁używana na wilgotne włosy, a następnie spłukiwania nie obciąża ich 🍁ma w 98% naturalny skład 🍁jest wydajna (bananowa też była) 🍂cena regularna to ok. 25zł (ja kupiłam w promocji za 15zł) 🍂inne proponowane zastosowania (na sucho lub bez spłukiwania) znowu się u mnie nie sprawdziły, chociaż było lepiej niż w przypadku wersji bananowej. Co tu dużo mówić - polecam, jeśli poszukujecie ułatwionego rozczesywania, połysku i miękkości przy dobrym składzie. Przede mną jeszcze wersja Macadamia (włosy suche i niesforne) i Goji (włosy farbowane - w tym momencie akurat nie mam na włosach żadnej farby, ale rozważam hennę) - którą otwierać najpierw? Wiecie, że Garnier ma w planach wersję aloesową? A na Amazonie już teraz można dostać kokosową i awokado. Czekam na aloes ze względu na jego właściwości nawilżające i na kokos ze względu na jego zapach. Jest jakiś roślinny składnik, który chciałybyście znaleźć w maskach z tej serii? Mi w zupełności wystarczą te planowane😉 . . . #garnierhairfood #garnierfructishairfood #maskadowłosów #dobrysklad #dobryskład #wlosyzniszczone #papayahairfood #kosmetykinaturalne #kosmetyki #garnierfructis #maskadowlosow #odzywkadowlosow #odżywkadowłosów #pielegnacjawlosow #pielegnacjawłosów #wlosomaniaczka #włosomaniaczka #wlosomaniaczki
Post udostępniony przez Marysia (@marysia.daily)


Skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Isopropyl Myristate, Stearamidopropyl Dimethylamine, Carica Papaya Fruit ExtractPhyllanthus Emblica Fruit ExtractGlycine Soja Oil, Sodium Hydroxide, Helianthus Annuus Seed Oil, Coco-Caprylate, Cocos Nucifera Oil, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Caprylic/Capric Triglyceride, Caprylyl Glycol, Citric Acid, Tartaric Acid, Cetyl Esters, Potassium Sorbate, Salicylic Acid, Caramel, Linalool, Geraniol, Limonene, Parfum

W składzie ekstrakt z owoców papai, z owoców liściokwiatu garbnikowego (amli), olej sojowy, słonecznikowy i kokosowy. Te składniki na moich włosach zadziałały lepiej - dały miękkość i blask. Zapach też był dla mnie o wiele przyjemniejszy.

Odżywcza maska z jagodami goji do włosów koloryzowanych

Garnier Fructis Goji Hair Food





To już moja ostatnia odżywcza maska z serii Garnier Fructis Hair Food. W końcu mogę wybrać faworyta, a jest nim właśnie ta wersja - goji! Producent zaleca tę maskę do włosów farbowanych - moje włosy nie są farbowane, ale bardzo lubię, kiedy kosmetyki nadają blask, a ta odżywka świetnie nabłyszczała. Mam włosy niskoporowate, myję je codziennie, suszę suszarką, nie stylizuję. Od odżywek oczekuję, że będą ułatwiać rozczesywanie, podbijać blask i zmiękczać włosy - dokładnie to zapewniła mi ta odżywka/maska Garnier. Bilans plusów i minusów przedstawia się u mnie tak: 🌺kosmetyk rzeczywiście nadaje włosom blask (używałam z kilkoma różnymi szamponami i niezależnie od szamponu włosy błyszczały) 🌺ułatwia rozczesywanie 🌺włosy są miękkie, sypkie 🌺ma owocowy zapach (bardzo przypomina wersję z papają) 🌺duża pojemność (390ml) i duża wydajność 🌺skład w 98% naturalny 🌺dostępność w większości drogerii A minusy... 🐙cena regularna (ok. 25zł), chociaż często da się ją znaleźć w promocji nawet o połowę taniej 🐙początkowo lubiłam taką formę opakowania, jednak po dłuższym czasie uważam, że słoiczek nie sprawdza się po prysznicem ...i to tyle z wad. Naprawdę ten produkt jest dla mnie idealny😊 Na jakiś czas jestem zmuszona odejść od masek Garniera, ponieważ mam już kupionych kilka innych (też naturalnych), ale myślę, że ciężko będzie którejkolwiek przebić Hair Food z goji. A jak to wygląda u posiadaczek farbowanych włosów? Próbowałyście goji? No i czy komukolwiek służy trzeci sposób używania proponowany przez producenta - opcja „na suche włosy”?😉 . . . #garnier #garnierhairfood #garnierfructis #garnierfructishairfood #fructishairfood #hairfood #beautydaysblogger #haircare #kosmetykinaturalne #naturalnekosmetyki #naturalnapielęgnacja #wlosomaniaczka #włosomaniactwo #gojihairfood #maskadowłosów #odzywkadowlosow #naturalnapielegnacjawlosow #niskoporowate #wlosyfarbowane #hmxme #goji #jagodygoji #dobryskład #dobrysklad #kosmetykidowlosow #kosmetykidowłosów #naturalhaircareproducts
Post udostępniony przez Marysia (@marysia.daily)
Skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Isopropyl Myristate, Stearamidopropyl Dimethylamine, Lycum Barbarum Fruit Extract, Glycine Soja Oil, Sodium Hydroxide, Helianthus Annuus Seed Oil, Coco-Caprylate/Caprate, Cocos Nucifera Oil, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyl Trimonium Chloride, Caprylyl Glycol, Citric Acid, Lactic Acid, Tartaric Acid, Cetyl Esters, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Salicylic Acid, Carmel, Linalool, Citronellol, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Parfum

W tej wersji aktywnych składników roślinnych jest najmniej: ekstrakt z owoców goji, olej sojowy, słonecznikowy i kokosowy - a mimo tego to właśnie Goji Hair Food jest moim ulubionym kosmetykiem z całej serii. Wszystko dzięki spektakularnemu połyskowi, który nadawała moim włosom. Nie spotkałam drugiej tak mocno nabłyszczającej maski/odżywki.

Czy są tu może posiadaczki włosów niskoporowatych, podobnych do moich? Jak odżywki sprawdziły się u Was? Wiem, że chyba największą popularnością cieszy się odżywka bananowa, która u mnie, paradoksalnie, zajmuje ostatnie miejsce w rankingu. Może u Was działała lepiej?

Mam nadzieję, że pomogłam komuś w dokonaniu wyboru odpowiedniej wersji!

wtorek, 29 stycznia 2019

Katarzyna Nosowska - "A ja żem jej powiedziała...", czyli zbiór felietonów, które wprowadzą czytelnika w dobry i zły nastrój jednocześnie

Katarzyna Nosowska - "A ja żem jej powiedziała...", czyli zbiór felietonów, które wprowadzą czytelnika w dobry i zły nastrój jednocześnie
Katarzyna Nosowska - "A ja żem jej powiedziała..." opinie recenzja

Mogę powiedzieć, że Katarzynę Nosowską "znam" od wielu lat. Wszystko zaczęło się w roku 1993 od płyty "Fire", którą nagrała z zespołem Hey. Do dziś mogę recytować z pamięci słowa wszystkich piosenek z tego albumu. Z perspektywy czasu myślę, że to trochę niecodzienne, że małe dziecko słuchało takiej muzyki, ale chyba wyszło mi to na dobre ;) Kolejny etap zauroczenia Heyem przeżyłam już na studiach, wraz z pojawieniem się "Miłość! Ratunku! Uwaga! Pomocy!" - wtedy już kompletnie świadomie analizowałam teksty piosenek i pamiętam, że dużo dla mnie znaczyły. Za to muzycznie słyszałam tam nawiązania do Placebo, Portishead, Bat for Lashes, Massive Attack, Sneaker Pimps - tych zespołów również intensywnie słuchałam.
Moja ulubiona piosenka z płyty "Miłość! Ratunku! Uwaga! Pomocy!":


W sposobie bycia Katarzyny Nosowskiej jest coś urzekającego. Jest również coś, co sprawia, że ludzie znający ją tylko poprzez jej twórczość mają wrażenie, jakby była ich dobrą koleżanką. To niesamowita cecha, niespotykana w dzisiejszych czasach, a w show-biznesie praktycznie nieobecna. O wyjątkowości Nosowskiej miały okazję przekonać się w zeszłym roku osoby obecne na SeeBloggers podczas jej koncertu. Nawet jeśli do tamtego momentu była im zupełnie obca, to już po zapowiedzi pierwszej piosenki większość osób mogłaby usiąść i wypić z Nosowską kawę, rozmawiając przez godzinę, jak ze starą znajomą.

Nie czytuję książek w formie zebranych felietonów. Na pojedyncze felietony w gazetach zdarza mi się zerknąć, ale żeby czytać kilkanaście felietonów pod rząd...? Do tej pory nie wydawało mi się to ciekawe. Jednak po przeczytaniu książki Katarzyny Nosowskiej jestem skłonna zmienić zdanie. Chociaż nie mam pewności, czy znajdzie się druga książka, która tak idealnie trafi w moje poczucie humoru, jednocześnie zmuszając do głębszego zastanowienia nad otaczającym mnie światem.
Czytałam opinie, że książka jest płytka, żarty tendencyjne, że Nosowska nie napisała niczego odkrywczego. Wydaje mi się jednak, że wartość tej książki tkwi w tym, że autorka przelała na papier to, co każdemu współczesnemu człowiekowi od czasu do czasu krąży po głowie. Łącznie z głupimi żartami, tematami tabu czy wyrzutami sumienia...

W "A ja żem jej powiedziała..." Nosowska wybrała się w daleką podróż aż do swojego dzieciństwa. Niczym na kozetce u terapeuty (w książce jest też jeden rozdział dotyczący prób podjęcia terapii) odkrywa przed czytelnikiem różne zakamarki swojego umysłu. Tłumaczy się, usprawiedliwia, szuka wymówek - jak każdy z nas. Robi to z ogromną lekkością, przy okazji dosadnie komentując i niejednokrotnie krytykując zakłamany świat, w którym się obraca. Nie unika też tematów ciężkich, które przedstawia w słodko-gorzki sposób, nie przygniatając czytelnika ciężarem gatunkowym.

Tak sobie myślę, że może rozczarowanie niektórych osób dotyczące "A ja żem jej powiedziała..." wynika stąd, że książka nie przypomina tekstów piosenek Nosowskiej. Nie jest abstrakcyjna, poetycka, stosunkowo mało w niej symboliki (chociaż niektóre porównania są mistrzowskie i z powodzeniem mogłyby stanowić wersy w utworach lirycznych). Ale powiedzcie mi - czy znacie osobę, która ma tylko jedno oblicze? Czy każdy poeta od rana do nocy mówi wierszem? Czy jakiś malarz jest w stanie malować przez całe życie tylko pejzaże? Każdy może szukać różnych środków wyrazu, na tym polega wolność twórcza. Katarzyna Nosowska skorzystała z przysługującego jej prawa i napisała świetną książkę, która pokazuje ją jako zwykłego człowieka pełnego obaw. Nie jest eteryczną nimfą, sfinksem mówiącym zagadkami czy syreną śpiewającą marynarzom - jest człowiekiem.

Dla kogo jest ta książka?

Dla osób czujących, że rzeczywistość jest płytka, oparta na pozorach. Dla kobiet, które czasem myślą, że są osamotnione w gąszczu własnych obaw i niepewności. Dla mężczyzn, którzy chcieliby poznać piękny umysł doświadczonej kobiety, która w treści książki ujarzmia strumień swoich myśli.
Osoby bardzo młode wyciągną z książki mnóstwo życiowych lekcji przekazanych zrozumiałym językiem, bez ani grama moralizatorstwa. Osoby w moim wieku poczują, ze Nosowska pisze w zasadzie o ich życiu. Z kolei trochę starsze pokolenie przekona się, że wiek to tylko liczba - mnie i Katarzynę Nosowską dzieli dobrych kilkanaście lat różnicy, a czuję, jakby była moją rówieśniczką.

PS Audiobook jest czytany przez autorkę! :)

Tytuł: A ja żem jej powiedziała...
Autor: Katarzyna Nosowska
Wydawnictwo: Wielka Litera
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 208
Okładka: miękka
Cena okładkowa: 39,90zł (audiobook 34,90zł)

Poniżej wrzucam dla Was zestawienie cen książki i audiobooka w popularnych księgarniach internetowych, wydaje mi się, że taki gadżet będzie dla wszystkich o wiele wygodniejszy niż moje ręczne wyszukiwanie i wklejanie tu cen z kilku księgarni :)

czwartek, 24 stycznia 2019

Kremowy niezbędnik dla mojej suchej skóry - pielęgnacja suchej skóry zimą

Kremowy niezbędnik dla mojej suchej skóry - pielęgnacja suchej skóry zimą
zimowa naturalna pielęgnacja suchej dojrzałej skóry

Postanowiłam podzielić się z Wami moją aktualną "smarowaną" pielęgnacją :) Chciałam, żeby post nie był zbyt długi, więc pominęłam kosmetyki oczyszczające oraz maseczki, a skupiłam się wyłącznie na tym, co wsmarowuję i wklepuję w twarz. Mam nadzieję, że post przyda się posiadaczkom suchej cery, która zimą jest szczególnie narażona na dodatkowe przesuszanie. 
Od razu informuję, że nie będą to wyłącznie kosmetyki naturalne, ponieważ wciąż jestem w trakcie wymiany zawartości swojej kosmetycznej szafy i po prostu zużywam nagromadzone zapasy.

Zapraszam Was do przejrzenia części pielęgnacyjnej mojej toaletki :)

pielęgnacja suchej skóry zimą TonyMoly the black tea london classic serum

1. TonyMoly The Black Tea London Classic Serum

Zacznę od kosmetyku o najlżejszej konsystencji. Jest to serum z czarną herbatą od marki TonyMoly. Nie posiadam pełnowymiarowego produktu, ale właśnie sporo takich miniatur, które wystarczą mi na jedno użycie. Serum stosuję po dokładnym demakijażu i oczyszczeniu skóry, które wykonuję zawsze od razu po powrocie do domu. Dzięki temu serum zdąży się w pełni wchłonąć przed wieczornym kremem.
Serum jest trochę wodniste, po nałożeniu przez chwilę lekko się klei, pachnie gorzką herbatą. Nada się też pod makijaż. Posiada składniki nieciekawe (Disodium EDTA, silikony), ale zawiera również mnóstwo olejów (kameliowy, z nasion słonecznika, bergamotowy, z liści drzewa herbacianego) oraz witaminy B i C.

Ja serum kupiłam w sklepie, który zawiesił swoją działalność, ale możecie je znaleźć np. tu:
Korański Sekret, cena 105,90zł za 55ml: KLIK

Skład:
Camellia Sinensis Leaf Extract, Disodium EDTA, Water, 1,2-Hexanediol, Polyquaternium-51, Dipropylene Glycol, Panthenol, Glyceryl Polymethancrylate, Hydrolzed Jojoba Esters, Glycerin, Hydroxyethylcellulose, Acrylates, Carbomer, Cocoa Extract, Dextrin, Cyclomethicone, Hydrogenated Polydecene, Capric Triglyceride, Polymethylsilsesquioxane, Dimethiconol, C14-21 Alcohols, C12-20 Alkyl Glucoside, Jojoba Esters, Tromethamine, Niacinamide, Adenosine, Sunflower Seed Oil, Bergamot Fruit Oil, Tea Tree Leaf oil, Citric Acid, Caprylhydroxamic Acid, 3-O-Ethyl Ascorbic Acid

pielęgnacja suchej skóry zimą Benton Papaya-D Sun Cream naturalny krem z filtrem

2. Benton Papaya-D Sun Cream

Krem z filtrami UVA i UVB to dla mnie obowiązek szczególnie w słoneczne dni. Papaya-D Sun Cream ma SPF38, co może nie imponuje liczbą, ale za to skład jest Ok, jak na krem z filtrem. Tutaj za ochronę przed słońcem odpowiada filtr mineralny - dwutlenek tytanu.
Krem oczywiście kiepsko się wchłania, chociaż nie tak zupełnie najgorzej, jak na krem z filtrem. lekko bieli skórę, ale i rozjaśnia. Dzięki zawartej papainie delikatnie złuszcza martwy naskórek (spokojnie, jest to tak nieznaczne, że kompletnie tego nie widać).
W składzie znajdziemy ekstrakt z owocu i nasion papai, jałowca, pączków szafranu, olej z cytryny, limonki, olej jojoba, a także witaminę B i E.

Swój krem kupiłam kiedyś w ogromnej promocji na stronie Skin79, ale obecnie go tam nie widzę. Kosztował mnie chyba coś w okolicach 50zł. Mam nadzieję, że jeszcze pojawi się w ofercie Skin79 lub Azjatyckiego Domu Piękna. Póki co widzę go np. tu:
Ekobieca 50g za 91zł: KLIK
Drogeria Pigment 50g za 99,99zł: KLIK
Cocolita 50g za 100zł: KLIK

Skład:
Carica Papaya (Papaya) Fruit Water(55%), Titanium Dioxide, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Isoamyl p-Methoxycinnamate, Glycerin, Dicaprylyl Carbonate, Cetearyl Alcohol, Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine, Pentylene Glycol, Niacinamide, Glyceryl Stearate, C12-15 Alkyl Benzoate, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, 1,2-Hexanediol, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Aluminum Hydroxide, Panthenol, Carica Papaya Seed Oil (5000ppm), Glyceryl Caprylate, Stearic Acid, Water, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/VP Copolymer, Xanthan Gum, Carica Papaya (Papaya) Fruit Extract (750ppm), Tocopherol, Dipotassium Glycyrrhizate, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Xylitylglucoside, Anhydroxylitol, Xylitol, Papain (100ppm), Propanediol, Adenosine, Sodium Gluconate, Disodium Adenosine Triphosphate, Algin, Carthamus Tinctorius (Safflower) Bud Extract, Glucose, Juniperus Communis Fruit Oil, Citrus Aurantifolia (Lime) Oil, Citrus Medica Limonum (Lemon) Fruit Oil

pielęgnacja suchej skóry zimą Ava Laboratorium Śnieżna Alga Kompleks przeciwzmarszczkowy pod oczy

3. Ava Laboratorium Śnieżna Alga Kompleks przeciwzmarszczkowy pod oczy

Temu kremowi poświęciłam cały wpis, więc nie będę się dublować. Wszystko znajdziecie tu: KLIK.
W skrócie: redukuje cienie, wygładza, jest treściwy. Do tego śnieżna alga wydaje się być idealnym składnikiem na zimę :)

Skład:
Aqua, Glycerin, Butyrospermum Parkii Butter, Cetyl Alcohol, Vitis Vinifera Seed Oil, Glyceryl Stearate, Caprylic/Capric Triglyceride, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Cocos Nucifera Oil, Niacinamide, Dimethicone, Panthenol, Tocopheryl Acetate, Hydrolyzed Silk, Coenochloris Signiensis Extract, N-Hydroxysuccinimide, Chrysin, Palmitoyl Oligopeptide, Palmitoyl Tetrapeptide-7,lecithin, Maltodextrin, Ceteareth-20, Ceteareth-12, Cetearyl Alcohol, Cetyl Palmitate, Phenoxyethanol, Disodium EDTA, Ethylhexylglycerin, Steareth-20, Sodium Hydroxide, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Parfum

pielęgnacja suchej skóry zimą Miya myWONDERBALM regenerująco-odżywczy krem z masłem shea Call Me Later

4. Miya myWONDERBALM regenerująco-odżywczy krem z masłem shea Call Me Later

Moje niedawne odkrycie. Miya to młoda, polska marka z bardzo ciekawymi kosmetykami o "prawie" naturalnym składzie. 
W wersji granatowej znajduje się m.in. masło shea, olej jojoba, olej sojowy i witamina E. Krem ma lekko tłustą konsystencję, ale szybko się wchłania, nadaje się zarówno na dzień, jak i na noc - i to nie tylko do twarzy. Na skórze pozostawia leciutki film ochronny. Do tego przepięknie pachnie. Bardzo go polubiłam i żałuję, że ma w składzie phenoxyethanol, bo tak naprawdę tylko on psuje mi odbiór tego kosmetyku. 
Produkty Miya są dostępne w wielu miejscach stacjonarnie i online, więc nawet nie ma sensu, żebym tu je przykładowo wymieniała. Powiem tylko, że w Hebe bardzo często można dorwać promocję -50%. Cena regularna kremu to około 30zł.

Skład:
Aqua, Propylheptyl Caprylate, Cetearyl Alcohol, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Cetyl Alcohol, Glycerin, Decyl Oleate, Panthenol, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Phenoxyethanol, Glycine Soja (Soybean) Oil, Glycine Soja (Soybean) Oil Unsaponifiables, Ceteareth-20, Tocopheryl Acetate, Sodium Polyacrylate, Xanthan Gum, Ethylhexylglycerin, Sodium Phytate, Alkohol, Parfum

pielęgnacja suchej skóry zimą Be Organic Krem do Twarzy Masło Kakaowe & Kwas Hialuronowy Kontigo

5. Be Organic Krem do Twarzy Masło Kakaowe & Kwas Hialuronowy

Tego kremu również używam stosunkowo krótko, ale zużyłam już prawie całe opakowanie :) Be Organic to kolejna polska marka, która obecnie zdobywa popularność dzięki naturalnym składnikom. 
Nazwa kremu to duże niedopowiedzenie! W składzie znajduje się m.in.: olej jojoba, olej arganowy, masło shea, masło kakaowe, wosk kandelila, olej ze słodkich migdałów, olej z nasion szafranu, wyciąg z liści winogron, ekstrakt z jagód goji, kwas hialuronowy, witamina C i E. 
Konsystencja kremu jest tłusta, po nałożeniu na twarz krem jednak dość szybko "zastyga" pozostawiając nietłustą warstwę. Moim zdaniem nie nadaje się na dzień, ale jest idealny na noc. Pachnie bardzo ładnie i jego stosowanie po prostu sprawia mi przyjemność :)

Krem dostępny jest w Kontigo w cenie 47.99zł za 50ml: KLIK
Można go też kupić bezpośrednio na stronie producenta za 50zł: KLIK

Skład:
Aqua, Glyceryl Stearate, Dicaprylyl Carbonate, Propanediol, Cetearyl Alcohol, Simmondsia Chinensis Seed Oil*, Olus Oil, Glycerin, Cocoglycerides, Hexyldecanol, Hexyldecyl Laurate, Argania Spinosa Karnel Oil*, Betaine, Butyrospermum Parkii, Butter, Theobroma Cacao Speed Butter, Xanthan Gum, Saccharide Isomerate, Benzyl Alcohol, Sodium Stearoyl Glutamate, Hydrogenated Vegetable Oil, Tocopheryl Acetate,  Perfum, Candelilla Cera, Carthamus Tinctorius (Safflower) Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil,  Dehydroacetic Acid, Citric Acid, Sodium Phytate, Sodium Hyaluronate, Myrothamnus Flabellifolia Extract, Ascorbyl Palmitate, Linoleic Acid,  Lycium Barbarum Fruit Ectract*, Sodium Citrate, Vitis Vinifera Leaf Extract*, Ascorbic Acid, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Alcohol, Tocopherol
*Surowiec z certyikatem ECOCERT 

pielęgnacja suchej skóry zimą Your Natural Side Olej Kameliowy

6. Your Natural Side Olej Kameliowy

Zainspirowana japońską pielęgnacją postanowiłam odnaleźć olej kameliowy i używać go, jako dodatek do pielęgnacji kremami. Stosuję go wyłącznie na twarz, ale zastosowań ma mnóstwo -  nadaje się na całe ciało, jak i na włosy, skórę głowy, paznokcie... Nawilża, odżywia, wzmacnia skórę, jest idealny dla cery suchej i dojrzałej. Nie posiada zapachu. Jest ostatnim etapem mojej pielęgnacji, zamykam nim nawilżenie wewnątrz skóry. Stosuję go co kilka dni.
Żałuję tylko, że nie kupiłam wersji z pipetą, bo buteleczka jest dość niepraktyczna, jeśli zamierza się używać oleju wyłącznie do twarzy ;)

Olej znajdziecie np. tu:

Drogeria Pigment 
10ml z pipetą za 16,99zł: KLIK
50ml bez pipety za 27,99zł: KLIK

Ekobieca
10ml z pipetą za 14,99zł: KLIK
50ml bez pipety za 25,99zł: KLIK

Skład:
Camellia Oleifera Seed Oil; (Olej kameliowy nierafinowany 100%)

zimowa naturalna pielęgnacja suchej dojrzałej skóry pielęgnacja suchej skóry zimą

I tak oto dotarliśmy do końca mojego zimowego zestawienia pielęgnacyjnego. Co powiecie na tego typu posty? Mam nadzieję, że któryś z kosmetyków Was zaciekawił, i że mogłam pomóc innym osobom walczącym o odpowiednie nawilżenie suchej cery zimą :)

piątek, 18 stycznia 2019

Aneta Jadowska - "Trup na plaży i inne sekrety rodzinne" - kryminał czy książka obyczajowa?

Aneta Jadowska - "Trup na plaży i inne sekrety rodzinne" - kryminał czy książka obyczajowa?
Aneta Jadowska "Trup na plaży i inne sekrety rodzinne" - "Garstka z Ustki" recenzja książki

Pierwszy audiobook w tym roku już za mną! Trwał ponad 8 godzin, ale naprawdę było warto :) Tym bardziej, że odkąd regularnie chodzę na siłownię, mam całkiem sporo czasu na słuchanie książek bez wyrzutów sumienia ;)

Rok 2019 zaczęłam od książki, która swoją premierę miała prawie dokładnie rok temu, w styczniu 2018. Pamiętam, że wtedy śledziłam rozwój wydarzeń związanych z premierą - m.in. wyjazd kilkorga blogerów książkowych do Ustki. Razem z autorką podążali śladem głównej bohaterki odwiedzając miejsca będące inspiracją dla książkowych lokacji. Po zapoznaniu się z treścią książki bardzo zazdroszczę im tego wyjazdu, ponieważ wielokrotnie zastanawiałam się, jak w rzeczywistości wyglądają miejsca, które opisywała Aneta Jadowska :)
Jeśli chcecie jeszcze lepiej poczuć klimat książki przed jej przeczytaniem, zapraszam Was na kanał Marcina Okoniewskiego, znanego jako Okoń w sieci - KLIK. Tuż przed premierą książki nagrał w Ustce bardzo miły dla oka film, pozwalający szybko przenieść się w miejsca, w których rozgrywała się akcja powieści, a także zorientować się ogólnie w fabule książki.

Po trochę długim wstępie w końcu przyszedł czas, żebym opowiedziała Wam w skrócie, o co chodzi z tym całym "trupem na plaży" (który to tytuł mój słownik w telefonie uporczywie zamienia na "trupa na płazy"...). Otóż pewnego dnia młoda dziewczyna - Magda Garstka, przed laty związana z Ustką, a obecnie szukająca swojego miejsca na ziemi, znajduje na usteckiej plaży zwłoki mężczyzny, który nie jest miejscowym. Policja rozpoczyna śledztwo, aby poznać tożsamość i przyczynę śmierci tajemniczego przyjezdnego, jednak Magdzie nie odpowiada rola biernego świadka i na własną rękę stara się rozwiązać tę zagadkę kryminalną. Fabuła komplikuje się coraz bardziej wraz z pojawieniem się każdego nowego bohatera, ale na szczęście koniec książki przynosi czytelnikowi odpowiedzi na wszystkie dręczące go w trakcie lektury pytania. A powiem Wam, że rodzi się ich naprawdę sporo. O ile "trup na plaży" to początek, o tyle "inne sekrety rodzinne" rozbudowują całą fabułę, mnożąc zagadkowe wątki i dodając książce pewnej głębi, bogatszego tła.

Pierwsze książki Anety Jadowskiej pojawiły się na rynku za sprawą wydawnictwa Fabryka Słów i zdecydowanie zaklasyfikowałabym je jako fantastykę, chociaż nie brakowało w nich również zagadek kryminalnych. Z kolei "Trup na plaży...", wydany przez SQN, to pozycja w pełni realistyczna - momentami aż do bólu. Jest to książka napisana lekko, bardzo szybko się ją czyta,  bardzo przyjemnie się jej też słucha ;) - dla Storytel czyta ją Paulina Holtz. Sposób w jaki główna bohaterka krok po kroku stara się rozwikłać zagadkę tajemniczej śmierci jest tak "normalny", że każdy czytelnik może pomyśleć, że w zasadzie, to postępowałby tak samo, jak Magda Garstka. Nie ma tu elementów zaczerpniętych z CSI: Miami, jest tylko stara, dobra dedukcja i łączenie faktów.

Rozbudowane tło, otwarte zakończenie, a także dopisek "Seria: Garstka z Ustki" każą sądzić, że z Magdą Garstką będziemy mogli spotkać się ponownie. Śledzę Anetę Jadowską na Instagramie i Facebooku (o tu: KLIK i tu: KLIK) i mam nadzieję, że niebawem zdradzi tam więcej szczegółów ;) Póki co wypatrzyłam tylko w jednym z komentarzy, że kolejną książkę o Garstce z Ustki planuje skończyć "do wiosny" :)

Dla kogo jest ta książka?

Wydaje mi się, że jest to pozycja, która najlepiej trafi do kobiet, ale mężczyźni nie mają się czego bać - nie jest to romans ;) Przedział wiekowy idealnego odbiorcy mogłabym nakreślić bardzo szeroko - od 16 do 70 lat! Wszystko za sprawą występujących w książce trzech pokoleń kobiet, których przedstawicielki wnoszą do fabuły cenne doświadczenia życiowe i własny pogląd na otaczającą je rzeczywistość.
Książka nie jest w pełni kryminałem, bo ogromną rolę odgrywają tu tytułowe "inne sekrety rodzinne", ale nie jest też w pełni książką obyczajową, ponieważ jednak wątek zagadkowej śmierci napędza całą akcję i splata wszystkie wątki w jeden. To czyni "Trup na plaży..." bardzo uniwersalną pozycją dla fanów obu gatunków.

Tytuł: Trup na plaży i inne sekrety rodzinne
Autor: Aneta Jadowska
Wydawnictwo: SQN
Rok wydania: 2018 
Liczba stron: 304
Okładka: miękka
Cena okładkowa: 36,90zł

Copyright © 2016 Marysia daily , Blogger